16.02.12  

 

 

I jestem na tej pustej kartce

jak w przestrzeni kosmonauta.

Zwiedzam, poszukuję, wącham.

Węchem wiedziony zaglądam w róg, a tam, proszę, jaskinia.

W niej ludzie radośnie pląsają przy ogniu.

Jeden z nich coś rysuje na skale. Laskale.

Wymachują kawałkami kości.

Na boga, mam tylko nadzieję, że te kości nie są ludzkie.

Nieludzkie kości.

Przyodziani w skóry przeżuwają mięso, które przed chwilą upolowali,

i przeżywają swoje życie nie wiedząc jeszcze co ich czeka tuż za rogiem.

Nie przeczuwają nadejścia zimy tak srogiej, że skóry nie starczy.

Zamarznie w czaszce płyn.

Zastygną w bezruchu. Zamarzną.

Ostania wieczerza.

Młody mamut smakuje wybornie.

Z tej radości rysunek na skale.

Tyle co po nich zostanie.

I odkryje to węchem wiedziony pies,

a za nim biegnąca czwórka dzieci.

1 / 2
Michał Rudy © 2015