Deprecated: mysql_connect(): The mysql extension is deprecated and will be removed in the future: use mysqli or PDO instead in /home/well/public_html/www.deepwell.pl/lib/db.php on line 8
deepwell
całym dniem aktywności nóg, pomarańczowe zwieńczenie dzieła, sopranowa wokaliza czarnej artystki. Choć właścicielka zmęczonych nóg była biała, a przynajmniej jeszcze dziś rano, tuż po kąpieli, można było mieć co do tego pewność. Teraz, po wszystkich pląsach i susach, po akrobacjach wyczynianych na gołej ziemi, po całym dniu biegania w pełnym słońcu, teraz to ciało miało raczej kolor szaro - brązowy. Zupełnie nie kłopotało to Lucy, która unosząc swe nogi raz po raz w górę, dziwiła się, jak to możliwe, że po tym wszystkim co ją dziś spotkało te dwie kończyny nadal mają ochotę na ruch. Leżała na plecach i uśmiechała się do sufitu bawiąc się przebłyskami zachodzącego w czerwieni słońca, którego promienie gdzieniegdzie dawały znać o sobie z całą mocą i stanowczością odmalowując na drewnie gamę szarości. Lucy patrzyła na rzeczy z intensywnością, która nie pozwalała zbiec nawet najmniejszemu szczegółowi. Ostro i precyzyjnie rozkładała wizualną rzeczywistość na kawałki, by chwilę później z tych kawałków stworzyć spójny obraz całości, większy i piękniejszy.

Leżała tak sobie nasza Lucy, w zwiewnej sukience, z rozpuszczonymi włosami sięgającymi ramion, i bez butów, z resztą kto by w środku

lata buty nosił. William nie spiesząc się schodził po drabinie.

- Gdzie idziesz Williamku? - zagadnęła go.

- Przyniosę coś do picia, strasznie gorąco.

- Piękny pomysł, Williamku, wyśmienity - skwitowała Lucy śmiejąc się.
    Will zeskoczył z drabiny, pewnie lądując na ziemi. Wstał, rozglądnął się dookoła i ruszył w kierunku domu. Najdelikatniej jak tylko mógł uchylił drzwi po czym na palcach wśliznął się do środka. W kuchni było cicho i chłodno. William rozejrzał się i już po chwili miał dwie wysokie szklanki i dzbanek zimnej lemoniady. Szybko skierował się do wyjścia. Jego pośpiech urósł jeszcze bardziej gdy dotarły do niego zbliżające się z głębi domu głosy. Drzwi strzeliły nieco mocniej niżby tego pragnął, zaklął więc pod nosem bo cóż mógł zrobić innego. Jedyne co, to posadzić trzy wielkie susy, które przybliżyły go do upragnionego stryszku, gdzie w obłokach siana leżała Lucy.

Lucy leżała na plecach. Głowę opierała na zwiniętym w kłębek swetrze a jej ciemne oczy

3
4 / 9
Michał Rudy © 2015