Deprecated: mysql_connect(): The mysql extension is deprecated and will be removed in the future: use mysqli or PDO instead in /home/well/public_html/www.deepwell.pl/lib/db.php on line 8
deepwell

Mark wyszedł z domu. Mrok ogarniał znane mu od wielu lat ulice. Mrok i gęsta mgła. Wyszedł z domu, w mrok, we mgłę. Znał każdy skrawek tego miejsca. Miejsca, które ukochał i wcisnął głęboko w serce. Być może zbyt głęboko. Pod skroniami pulsowały zażyte przed chwilą substancje. W mroku i gęstniejacej mgle skręcił w prawo, w uliczkę, w którą często skręcał w prawo, być może zbyt często. W oddali słychać było zwierzący skowyt kibiców jednej z lokalnych drużyn futbolowych. Dziś derby, cholera jasna. Minął knajpę i dwóch zakapturzonych dżentelmenów, dzierżących w dłoniach drewniane pałki. Oho, derby, kurwa jego mać. Nie zatrzymując zbyt długo wzroku na specyficznej tej białej broni, przyspieszył kroku. Śliski i mokry od wszędobylskiej mgły bruk, odbijał żółto pomarańczowe światła latarni. Wieczór był mimo wszystko przyjemny. Na końcu uliczki, tuż przy świątyni świętych mędrców (wstęp 10zł), zatrzymał się i jak gdyby nigdy nic niespiesznie pokonał trzy niewielkie metalowe stopnie. Czerwony neon na ułamek sekundy przyćmił blask resztek widniejącego miesiąca.

Metalowe drzwi zatrzasnęły się z łoskotem. Niezawodny powiew ciężkiej stęchlizny, setek milionów niedopałków i taniego browaru dotarł do jego nozdrzy. Przyćmiona światłość (wiekuista) dotarła do powiek. Wijące zawijasy dymu rozdarły mu płuca. Tak, był tu. Był tu i dobrze o tym wiedział. Z dudniejącą gdzieś głęboko we wnętrzu nutą wiotkiej dezaprobaty siadał przy barze. Znajomy choć nie do końca bliski barman przywitał się i wlał do kufla złocisty płyn... wysoka na trzy palce piana.

Po jednej godzinie i trzecim kuflu ściany zaczęły spełzać z siebie. Powłoka rzeczywistości powoli traciła grunt. Dookoła w sporej już ilości zgromadzeni ludzie dawali oznaki swojego piątkowego rozbestwienia. Życie uchodziło z nich strumieniami i wpływało do innych. Wylewali z siebie całe stada myśli uczuć widzeń zaślepień i zwykłych dąsów, wlewając w siebie całe tabuny piw wódek i zwykłych win. Ten łoskot był nawet przyjemny. Ciągłe ble ble i gderanie… tylko czasami z głupia coś rzuconego trafiało do niego. Wprost. To takie uczucie, kiedy słyszysz. Słyszysz i wiesz, że słyszysz. Słyyysszzzyysz... Sto

3
4 / 11
Michał Rudy © 2015