wymalowanych na asfalcie, które ledwo pamiętały, że kiedyś były białe. Gdzieniegdzie trochę rozrzuconych śmieci. Bardziej w lewo, las. Nie jakiś potężny, gęsty, kryjący w swych podwojach tajemnicę umierania, lecz las - przerzedzony zestaw drzew i krzewów oraz ściółki. Na wzniesieniu, jeśli dobrze się przyjrzeć, widać było słuszną ilość marmurowych, granitowych i Bóg wie jeszcze jakich nagrobków. Cmentarz miejski zwany "nowym" w odróżnieniu od Starego, tam spoczywali jej bliscy. Tam przed momentem zapaliła znicze. Żeby pamiętać, żeby pielęgnować w sobie resztki tego smutku i cierpienia, które nam towarzyszą gdy odchodzą ludzie, których znamy, których kochamy, szanujemy i nie możemy bez nich żyć. 

Nie wiedzieć czemu, uśmiechnął się. To był taki uśmiech, który zdarza się gdy nasze myśli podpowiadają obrazy z przeszłości, dobrej i ciepłej, świeżej i prawdziwej bo pierwszej. Nie, nie uśmiechał się na myśl o śmierci bliskich. Jego umysł dziwnym splotem, a w zasadzie brakiem splotu, jakimś nagłym przeskokiem powędrował zupełnie gdzie indziej. Jeszcze przed chwilą na cmentarzu, a teraz już

jakieś piętnaście lat temu. Jest tu, mieszka w tym mieście, spotyka się ze swoją dziewczyną, palą razem trawkę, na ich twarzach w miejsce oczu pojawiają się kreski, uczynione zapewne przez niczym nie uzasadniony szczery do bólu uśmiech. Uśmiech na wpół zamkniętych oczu, na wpół otwartego umysłu. Znowu siedzą razem w ich "klubie" zrobionym w starej piwnicy, znów obejmują się w miłości i nadziei, że ta chwila trwać może wiecznie choćby przez następne dziesięć minut, lecz z myślą przemożną i natrętną, gdzieś z tyłu głowy, nie, nie wiecznie, za moment pryśnie, uleci, zniknie, odpłynie... Cieszcie się dzieci teraz i tu, jutra nie ma. Przytulajcie się mocniej, kochajcie się, palcie trawkę nie ze szklanej lufki tylko z wielkiego, czarnego cygara.

Spojrzał w lusterko. Witryna sklepu nie zmieniła się bo czemuż miałaby się zmienić. Podjazd, który tak pieczołowicie uwolnił od ciężaru swojego pojazdu był pusty i nadal wyłożony czarno - czerwoną kostką. Ogrodzenie wykute z litego żelaza spojone co raz wielkimi kolumnami, jakby strzegło wejścia co najmniej do hadesu a nie zwykłego sklepu. Anna weszła tam kupić wiązankę wiosennych kwiatów by duchy

3
4 / 29
Michał Rudy © 2015