Wojna podjazdowa

 

 

 

 

 

 

Mark Preston zatrzymał się na sklepowym parkingu. Niezbyt równo, zaraz poprawię - pomyślał. Nie chciał blokować podjazdu. Anna wyskoczyła tylko na chwilkę i zaraz wróci. Trzasnęła delikatnie drzwiami, posłała mu promienny uśmiech, kontrastujący nieco z chmurnością całego dnia i poszła. Niebo rzeczywiście było zaciągnięte na dobre. Wśród białych, puchowo-pierzastych chmur pojawiło się nawet kilka zdecydowanie ciemnych. Na próżno było szukać skrawka czystego błękitu.

Mark wzrokiem skierowanym we wsteczne lusterko odprowadził swoją żonę aż do samego wejścia. Szła niespiesznie choć obiecywała pośpiech. Odległość między podjazdem a witryną sklepu nie była znaczna mimo to minęła minuta nim Mark przestał gapić się w szkło. Uruchomił

silnik i przestawił samochód. O jakieś dwadzieścia jeden centymetrów w prawo. Podjazd nie był już blokowany. Inne samochody mogły bez przeszkód wjeżdżać i wyjeżdżać lecz raczej nie zanosiło się na to by ktokolwiek  dziś z jego uprzejmości skorzystał. Była sobota po południu, sklep czynny do piętnastej. Pochmurno, zimno i wietrznie. Na zewnątrz, bo w samochodzie panowała atmosfera raczej przyjemna. Z głośników sączyła się nieinwazyjna muzyczka, z wentylatorów płynęło ciepłe powietrze a drzewko rozsiewało zapach relaksu za 14,99zł. Drzwi sklepu domknęły się za Anną, samochód stał na swoim miejscu nikomu nie wadząc, Mark mógł więc z zupełną swobodą oddać się rozmyślaniom.

Wpierw więc poddał surowej analizie geometryczo-estetycznej widok, który przed nim się rozpościerał. Ulica, a za nią w niezbyt korzystnej, prostopadłej bryle wyrzeźbiony budynek zarządcy nieruchomości; nieco po prawej śmietnik, a w zasadzie duży kontener; dalej plac manewrowy dla uczących się jeździć, z resztkami dawnej infrastruktury w postaci zmatowiałych już od starości i słońca popękanych pachołków i szarych linii

1
2 / 29
Michał Rudy © 2015