Mark i Jane

 

 

 

 

 

 

- Czy możesz je w końcu wyrzucić? - Rzuciła Jane do Marka. - Czy możesz wyrzucić te cholerne śmieci? - Poprawiła się, po czym roztrzęsioną ręką odpaliła kolejnego papierosa. Smród taniego tytoniu rozszedł się po mieszkaniu.

 

- Tak, do cholery, mogę! - Mark zerwał się z kanapy i zniknął w kuchni. Po chwili dał się słyszeć trzask drzwi. Taki charakterystyczny trzask. Trzask - manifestacja, trzask - bezsilność innego sposobu wyrażenia gniewu. Mark szybko zbiegał ze schodów trzymając w ręce plastikowy worek z całym ich dotychczasowym życiem. Nie wrócę tam, nie wrócę tam! Myśli biegły równie szybko jak ciało. Po chwili był już na podwórku. Uspokoił oddech, zwolnił tempo. Z workiem w prawej ręce podszedł do śmietnika. Podniósł go i... chwila zawahania... a może po prostu chwila na pożegnanie. Z impetem cisnął śmieci w głąb kontenera. Gwałtowny spazm szarpnął jego ciałem. Aby uchronić się przed upadkiem wsparł ręce o krawędź śmietnika. Ciemne plamy przed oczami. Ciemne wnętrze podwórkowego kontenera. Kropla potu powoli spływała po czole Marka.

1 / 3
Michał Rudy © 2015